Jedenasta fala feminizmu: naukowcy przecierają oczy.
Warszawa, dziś. Podczas gdy większość ludzi wciąż liczy się z falą dziesiątą, socjolodzy z Instytutu Badań nad Falami (nazwa robocza) ogłosili odkrycie jedenastej fali feminizmu — najcichszej, najbardziej pasywno-agresywnej fali w historii ruchu.
— Poprzednie fale walczyły o prawo głosu, równą płacę, autonomię cielesną. Jedenasta fala walczy o to, żeby mężczyźni wreszcie sami znaleźli, gdzie w domu trzyma się plaster — tłumaczy dr Aleksandra Nikt-Takiej, autorka fikcyjnego bestsellera „Nie proszę, informuję”.
Zdaniem badaczy, kluczowym postulatem nowej fali jest prawo do niewysyłania trzeciego przypomnienia o umówionej wizycie u teściowej. W manifeście ruchu, spisanym podobno na serwetce w kawiarni, czytamy:
„Chcemy być słyszane za pierwszym razem. Nie za czwartym, poirytowanym, z założonymi rękami.”
Przeciwnicy ruchu, zrzeszeni w nieformalnej grupie „A Ja Co Mam Zrobić”, twierdzą, że jedenasta fala to „przesada” i „w sumie to już było”, po czym zapominają, o co się kłócili.
Eksperci ostrzegają jednak, że po jedenastej fali może nadejść fala dwunasta — najbardziej przerażająca ze wszystkich — w której kobiety po prostu przestaną tłumaczyć, dlaczego są zmęczone.
Artykuł satyryczny. Żadne serwetki nie ucierpiały.